Kronika Pawłowska

Wanda Pomianowska – społecznik, patriotka, poetka (część I)

Wanda Pomianowska

Docent Wanda Pomianowska mieszkała w Radkowicach osiemdziesiąt lat. Fot. Fot. https://www.facebook.com/DworekwRadkowicach

Zawsze była postacią nietuzinkową – naukowcem pracującym na roli, piękną kobietą z pokolenia Kolumbów wyznającą dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna” oraz ciepłym życzliwym człowiekiem. Obecnie jest patronką Szkoły Podstawowej w Radkowicach.

Pomian – polski herb szlachecki: czarna głowa żubra przeszyta mieczem, w złotym polu, spotykany u rodzin osiadłych w Wielkopolsce, na Kujawach i Litwie. Kształt i barwa herbu ulegały modyfikacją, ponadto zmieniało się również ułożenie miecza. A oto legenda przytaczana przez Jana Długosza: „Łastek Chebda z Grabia, brat swego rodzonego Jaranda, dziekana Gnieźnieńskiego zabił o to, że go często o nieprzystojne życie strofował, działo się to według nich we wsi Lubania, za który exscess, krom inszej kary, i tę na sobie bratobójca wyniósł, że z herbu Wieniawa, którym się z przodków swoich pieczętował, kołko zdjęto, a miecz przez głowę, tym kształtem jako widzisz, nadano, i herb sam nazwany Pomian, niby Pomni nań, czyli raczej od pomieniania za herb Wieniewa. Jest też inna legenda mówiąca, iż zmiana w herbie nie jest wynikiem nałożonej kary za zabicie brata: „Opowiada się, że herb Pomian, nadano jednemu z Wieniawitów w nagrodę, za zabicie przed księciem na łowach mieczem żubra. Inny wariant mówi znów o zabiciu żubra na rzymskich igrzyskach. Oba te warianty znane są już w legendzie Wieniawitów”.

Gniazdem rodzinnym ojca było Pomianowo, w powiecie płońskim. Ojciec Gustaw, w młodości studiował inżynierię. Zrezygnował jednak ze studiów dla rolnictwa. W roku 1922 kupił od państwa niecałe 30 hektarów i wraz z rodziną przeniósł się do Radkowic. Wcielał w życie hasła pozytywistycznej pracy u podstaw oraz nauki i oświaty. Był ministerialnym inspektorem szkół. Matka – Antonina, Kazimiera z Krzemienieckich była nauczycielką szkół średnich, założycielka przedszkola dla najbiedniejszych. Od czasów odzyskania przez Polskę niepodległości rodzinną tradycją rodziny Pomianowskich stało się wieszanie w Boże Narodzenie orła na czubku choinki. Ten pierwszy z roku 1918, został w Warszawie. W Radkowicach na choince co prawda wisiała jego kopia, jednak najważniejszy był patriotyzm, w którym Wanda Pomianowska była wychowana, a ten dał o sobie znać w czasie wojny.

Docent Wanda Pomianowska (1970 r.) Fot. Rutowska Grażyna / https://www.szukajwarchiwach.gov.pl

Wanda Salomea Pomianowska przyszła na świat 22 listopada 1919 r. w Warszawie. Ukończyła warszawskie Gimnazjum im. Emilii Plater. Następnie były studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagielińskim, które przerwał wybuch wojny. Od roku 1945 kontynuowała w Krakowie studia, ale tylko do roku 1948. Następnie był Uniwersytet Warszawski i magisterium. „Od 1 września 1950 – praca na UW jako asystent i adiunkt w Katedrze Języka Polskiego u prof. Witolda Doroszewskiego, organizowała badania gwaroznawcze na Warmii i Mazurach, a następnie na terenie całej Polski (pod kierownictwem prof. W. Doroszewskiego i prof. Haliny Konecznej; W 1955 roku służbowo przeniesiona do tworzącej się w tym czasie Polskiej Akademii Nauk wraz z grupą pracowników naukowych stanowiących zespół Dialektologiczny przy Katedrze Języka Polskiego UW.

Docent Wanda Pomianowska ze studentkami na korytarzu uczelni (1970 r.) Fot. Rutowska Grażyna / https://www.szukajwarchiwach.gov.pl

Od 1958 roku uczestniczyła w pracach o charakterze międzynarodowym, których celem było opracowanie ogólnosłowiańskiego Atlasu Gwarowego; 1960 – doktorat na podstawie rozprawy „Klasyfikacja rzeczowników odrzeczownikowych. Studium ze słowotwórstwa i geografii lingwistycznej”; 1970 – uzyskanie stopnia doktora habilitowanego w zakresie filologii polskiej i słowiańskiej; na UW pracowała do 1970 roku – za aktywne poparcie studenckich wydarzeń z marca 1968 roku została wysłana na przymusową emeryturę; z Warszawy wróciła do Radkowic; wykładała w WSP w Kielcach; wydała kilka prac naukowych z zakresu słowotwórstwa, lingwistyki oraz tomik wierszy pt. „Wygnanie z raju” 1995r.; „To ona [Zaborowska] przywróciła mi nagle „utracony raj” poezji (świadomie i dobrowolnie zdradziłam przecież literaturę dla językoznawstwa)”; wiersz pani Wandy o miłości do językoznawstwa: „…Ten świat słów pokochałam sercem niespokojnym, w którym trwa rzeczy zmienność i myśli odmiana, kraina już odkryta i jeszcze nieznana”. (fragm.) „Zorza”, 51-52/85 „docent na zagrodzie” – tak nazwali ją dziennikarze; sama p. Pomianowska nazwała ukochane Radkowice „pierwszym dniem stworzenia”, bo dopiero od chwili przyjazdu na wieś zaczęła postrzegać, jak sama mówiła, piękno świata”.

Wojna i okupacja – podczas wojny Wanda Pomianowska z bratem oraz rodzicami, zaangażowani byli w działalność niepodległościową. Brat Jerzy, zajmował się konstrukcję broni, zaś ona przybrała pseudonim „Warta” i stała się łączniczką pomiędzy Ponurym, Nurtem, a Komendą Główną AK. „Jest rok 41 albo 42. Składamy z bratem przysięgę i od tego momentu on jest dowódcą grupy dywersyjnej, a ja łączniczką na linii Starachowice- Radkowice- Tarczek. Z Radkowic do Tarczka wiedzie trasa górzysta, więc jeździło się konno. Z tego okresu ludzie pamiętają, jak jadę wierzchem, a za mną lecą moje dwa warkocze”. W roku 1943 odbyło się na Wykusie spotkanie Wandy Pomianowskiej z Janem Piwnikiem „Ponurym”. „Na polanie, na kłodzie drzewa siedział człowiek średniego wzrostu. Zameldowałam się. Spotkanie to zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Komendant „Ponury” zapytał, czy decyduje się zostać łącznikiem na linii las – Komenda Główna Armii Krajowej. Boże! Jak mogłam się nie zgodzić?! Miałam to za ogromne wyróżnienie, za ogromne szczęście. Moim pierwszym zadaniem było przewiezienie dużej ilości map sztabowych, bo oddział nie miał ani jednej. Wielokrotnie starano się je dostarczyć, ale był to jakiś trefny towar, wszyscy łącznicy ginęli. Jeszcze bardziej mnie to zmobilizowało i powiedziałam: Ja wam te mapy na pewno dostarczę. Pojechałam do Warszawy, spotkałam się z porucznikiem „Czarką”, który przyniósł mi walizkę o podwójnym dnie i 400 sztuk map sztabowych. Nie dało się tego za jednym razem przewieźć. Dostałam polecenie, żeby się zgłosić na ulicę Krochmalną do mieszkania „Motora”, tego zdrajcy. Spóźniłam się szczęśliwie. Zaklęłam, jak się wtedy klęło, bo musiałam jechać przez Skarżysko, a tam były łapanki. W książce „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie” jest takie piękne zdjęcie, a na nim „Ponury” z mapnikiem – to właśnie te mapy. Wtedy, w dowód uznania za wykonane zadania, komendant wręczył mi kolta z magazynkiem. A potem zgłosił mnie do Krzyża Walecznych”. We dworze w Radkowicach często przebywał „Ponury”, jak również zgromadzeni wokół niego partyzanci. Dworek stał się niejako ich bazą wypadową na Wykus. Również dziś największy pokój określany jest mianem partyzanckiego. Pozostał jeszcze jeden namacalny dowód tamtych dni, a mianowicie ślad po przypadkowo wystrzelonej kuli znajdujący się na ościeżnicy drzwi. „W 45 roku znalazłam się w Krakowie, uciekając przed UB. Spotkałam wtedy adiutanta oddziału. Przebywał tam także „Nurt”. Obaj, w głębokiej konspiracji, przychodzili do mnie do domu i opowiadali historię oddziału. Po kilku tygodniach wyjechali za „zieloną granicę” do Anglii. „Nurt” zostawił mi maleńką karteczkę, na której było napisane: Okazicielce niniejszego przekazać wszelkie notatki, fotografie, wspomnienia związane z działalnością oddziału „Ponurego” i „Nurta”. Na tej podstawie uzyskałam dokumenty od byłych żołnierzy – moich kolegów. Materiały te nie zostały jednak opublikowane”.

Dworek w Radkowicach był domem otwartym dla każdego. Klucz w czasie nieobecności właścicielki, można było znaleźć pod kamieniem za prawym węgłem. Jedzenie oraz kąt do spania, były obowiązkowe dla przybyłych gości. Pamiętne jest wydarzenie, związane ze sprowadzeniem do Polski prochów komendanta „Ponurego”, kiedy to po uroczystości na Wykusie nocowało u pani Wandy 30 osób. We dworku na pomoc mogli liczyć również zwykli ludzie, ci z najtrudniejszą sytuacją. Biedni, chorzy, niepotrafiący uzyskać należnej renty czy emerytury. Przez rok ukrywał się tam również „serbski syn” pani Wandy Wladan, którego zaprzyjaźniona serbska rodzina pragnęła uchronić przed wojną domową w byłej Jugosławii.

Po wojnie w roku 1950 Wanda Pomianowska uzyskała magisterium, dekadę później doktorat, a w roku 70 – tym habilitację. Konsekwentnie zdobycie profesury, powinno przypaść na rok 1980, jednak wydarzenia, jakie wtedy miały miejsce przekreśliły tę możliwość.

Radkowice – we dworku w Radkowicach od zawsze kładziony był nacisk na pracę oświatową i społeczną. Nic dziwnego, iż wychowana w tym duchu Wanda, będąc po maturze założyła spółdzielnię czytelniczą. Składka wynosiła 20 groszy, a w ten sposób zebrane pieniądze przeznaczano na zakup nowych książek. Akcja propagująca czytelnictwo spotkała się z dużym zainteresowaniem. Jednak największym przedsięwzięciem była budowa szkoły w Radkowicach. Początkowo zrodził się pomysł budowy szkoły techniką glinobitą, jednak mieszkańcy odrzucali ten pomysł twierdząc: „My nie jaskółki, aby nasze dzieci uczyły się w glinianej szkole. Szkoła musi być murowana”. „O tej szkole mówiło się we wsi od wielu lat. Ludzie byli już zniechęceni. Spróbowałam ich skrzyknąć i dogadać się z nimi. Dotacje wynosiły zaledwie 6 mln. 14 mln. musiał w tej sytuacji stanowić wkład mieszkańców w postaci materiałów, piasku, kamieni, drzewa, ale przede wszystkim w postaci pracy. Pod koniec 46 r. dostaliśmy wiadomość, że na stację w Starachowicach dostarczono eternit. Pamiętam, chodziliśmy w nocy od chałupy do chałupy i budziliśmy ludzi, bo przecież nafty było mało, to o tej porze wszyscy spali. Jeden z gospodarzy na nasz krzyk: Chodźcie musimy rozładować wagon! Powiedział spokojnie: Jak trza, to trza. Pomaszerowaliśmy 10 km. Do miasta. Nie zapłaciliśmy ani grosza osiowego – rozładowaliśmy wagon w nocy, a w ciągu następnego dnia eternit był zwieziony”. W tym całym przedsięwzięciu Wanda Pomianowska była inicjatorką, która potrafiła skutecznie przekonać wątpiących i zmęczonych tym ciągłym oczekiwaniem mieszkańców. Powstała szkoła była dziełem społeczeństwa, które postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Budowę zakończono w roku 1949, a naukę rozpoczęto w 50 – tym. Od tego czasu szkoła wielokrotnie była rozbudowywana, przybywały kolejne sale lekcyjne czy biblioteka. Dzisiejszy wygląd szkoły niewątpliwie ucieszyłby Panią Wandę, która patronuje tejże placówce.

Zaczęło się właściwie od budowy zbiornika dla stu rodzin z Radkowic. Finalnie dzięki dziesięcioletnim wysiłkom Wandy Pomianowskiej, dziesięć wsi zostało podłączone do wodociągu. Zlewnia mleka, droga, gazociąg, dla oddanego sprawie społecznika nie było rzeczy niemożliwych. Jeśli wieś nie posiadała kościoła, a parafialny oddalony był o 7 km; należało go „zdobyć”. I tak z inicjatywy Pani Wandy do Radkowic z Miedzierzy przeniesiony został unikalny modrzewiowy kościół, pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Sprawy innych wypełniały jej każdą chwilę. Jako naukowiec miała świadomość, iż jej praca dydaktyczna spychana jest na margines, ustępując miejsca temu co było dla niej najważniejsze – człowiekowi. Tak oto jej wszystkie społecznikowskie inicjatywy wspominali sąsiedzi: „Ziemię uprawia, ale i w książkach dłubie: ma przecie tytuły naukowe, na różne konferencje jeździ po świecie, w jury konkursów zasiada – uczona głowa! Prawdę u nas powiadają, że ona we śnie mądrzejsza niż nie jeden w południe na urzędzie…Drzwiami ją, bywa, wyrzucają, to oknem wchodzi, a swoje robi! Już ona tam wie, gdzie pukać, do kogo i jak chodzić koło której sprawy, żeby co ważniejsze sprężyny ponakręcać i niejedno ludziom załatwić na pożytek i wygodę”.

„Od momentu skończenia szkoły średniej bardzo intensywnie zajęłam się gospodarstwem w Radkowicach. […] Przed wojną z dużym powodzeniem prowadziliśmy gospodarstwo mleczarskie, potem ja z powodzeniem prowadziłam gospodarstwo owczarskie. Najlepiej opłacała się hodowla tryczków. Kiedyś ze zgroza zobaczyłam, że wszystkie moje tryczki mają wycięte na uszach cechy, które oznaczały, że zwierzęta są zdyskwalifikowane. Zwróciłam się wtedy do instruktora z ogromnym zdumieniem i oburzeniem […] powiedział, że hodowla tryków jest zastrzeżona dla PGR-ów. Pojechałam do ministerstwa i zażądałam uchylenia tego przepisu. W ministerstwie dano mi do zrozumienia, że dla mnie mogą to zrobić […] ponieważ nie udało mi się uzyskać zgody na uchylenie przepisu dla wszystkich, więc nie skorzystałam z okazji, aby sprzedać tylko moje tryczki”.

„Największą miłością mojego życia była niewątpliwie „Solidarność”. Koło w Radkowicach powstało w październiku 80 roku. Przed stanem wojennym pełniłam funkcję kierowniczą we Wszechnicy Związku Rolników Indywidualnych”.

„21 XII 1981 internowana w Ośr. Odosobnienia w Kielcach-Piaskach, zwolniona 13 I 1982. Od 1982 prowadziła w Radkowicach-Kolonii indywidualne gospodarstwo rolne. Członek ZSL. Zaangażowana w pomoc internowanym i więzionym oraz ich rodzinom; organizatorka spotkań z działaczami „S” w swoim domu w Radkowicach-Kolonii, kolporterka ulotek i pism podziemnych „S”; działaczka Duszpasterstwa RI, współorganizatorka Świętokrzyskich Dni Skupienia dla Rolników (o charakterze samokształceniowym) w Szewnej k. Ostrowca Świętokrzyskiego, klasztorze oo. Cystersów w Wąchocku oraz w klasztorze oo. Pallotynów na Karczówce w Kielcach. 7 III 1984 oskarżona o nielegalne posiadanie 123 sztuk amunicji (z czasów okupacji niemieckiej, znalezione podczas rewizji), wielokrotnie przesłuchiwana, 14 VIII 1984 Sąd Rejonowy w Starachowicach umorzył postępowanie na mocy amnestii z 21 VII 1984. Odznaczona Krzyżem Walecznych”.

Inspiracją do napisania artykułu była książka Wandy Pomianowskiej „Wygnanie z raju” oraz przedmowa w niej umieszczona autorstwa Jolanty Kuklińskiej. W artykule wykorzystano również informacje zamieszczone przez Szkołę Podstawową im. Wandy Pomianowskiej w Radkowicach oraz Encyklopedię Solidarności (tom I)

Exit mobile version